A więc na początku chciałabym wam serdecznie podziękować za wasze wsparcie i motywację. Prowadzę tego bloga stosunkowo krótko, ale zauważyłam, że przypadł wam do gustu z czego się niezmiernie cieszę. Oczywiście będę kontynuować tego bloga. Jestem w trakcie pisania kolejnego rozdziału i bd starała się je dodawać w miarę szybko, ale nwm jak długo będziecie musieli czekać. Ta sprawa zależy od wielu czynników, więc żeby nie przedłużać jeszcze raz dziękuję i zapraszam na mojego drugiego bloga, którego pewnie poniektórzy już dobrze znają:)
http://till-the-love-runs-out.blogspot.com/?m=1
~Wasza Jane~
czwartek, 18 września 2014
niedziela, 14 września 2014
Rozdział 5.
- Ufam ci- powiedziała cicho obejmując moją dłoń swoją, która nadal spoczywała na jej policzku. Uśmiechnąłem się i musnąłem ją lekko w usta
- Mogę wiedzieć jak ci na imię?- spytała czule
- Rademesus- szepnąłem jej do ucha- Chcę żebyś wiedziała, że to imię od teraz już zawsze będzie gościć w twoim życiu- pocałowałem ją w policzek
- A więc, Rademesusie. Mam rozumieć, że nigdy mnie nie opuścisz?- spytała. Zamierzałem z niej uczynić Panią Ciemności. Nie zrobiłbym tego samego z Laną, ponieważ po pierwsze to jej nie kocham, a po drugie to wierność demonicy z krwi i kości nie wchodziła w grę. Luavia była odwrotnością Lany. Nawet, gdyby stała się upadłą, to nigdy nie zostałaby w pełni demonicą, chyba że wyrzekłaby się swojego anielskiego pochodzenia tak jak Lana i ja. Wróciłem myślami do teraźniejszości. Uśmiechnąłem się do brunetki
- Luavio, nigdy cię nie opuszczę. Pod jednym warunkiem- zacząłem gładzić ją po włosach- Chcę żebyś złożyła mi przysięgę.
- Wiesz, że to sprawa niezwykle wysokiej wartości dla każdego anioła. Nie mogę tego zrobić tak po prostu- załamała się z lekka
- Luavio, ułatwię ci to. Musisz wiedzieć, że cię kocham, a ty mi przecież zaufałaś- powiedziałem widząc jej zawahanie
- Też cię kocham- odpowiedziała po chwili niepewności, a po jej policzku spłynęła srebrzysta łza. Otarłem ją
- A więc przysięgasz mi, że już zawsze będziesz przy mnie?- spytałem raz jeszcze
- Przysięgam ci, Rademesusie- Uśmiechnąłem się przebiegle. Wiedziałem, że składając mi przysięgę, nie będzie mogła jej złamać tak długo, póki będzie aniołem
- Ty również mi przysięgasz?- spytała. Szczerze mówiąc nie miałem nic do stracenia. Mogłem jedynie zyskać piękną i dosłownie anielską damę przy swoim boku
- Przysięgam ci- uśmiechnąłem się i złapałem ją za rękę- Od tej chwili jesteśmy sobie narzeczeni po wieki wieków- spojrzałem w oczy mojej narzeczonej i pocałowałem ją. Tym razem oddała mi pocałunek bez zawahania. Byliśmy w końcu powiązani przysięgą.
***************
Ross pogłębił nasz pocałunek. Normalnie bym na to nie pozwoliła, ale jak nie patrząc ten chłopak stał się moim narzeczonym w chwili, gdy złożyłam mu przysięgę. Zakochałam się w aniele. Nic lepszego nie mogło mnie spotkać. Nie mogłam pojąć tylko jednej rzeczy. Dlaczego noszę w sobie te dziwne uczucie? Fakt, Ross był stanowczy, nieco wymagający, no i mroczny jak na anioła. Ale nim był i właśnie to się dla mnie liczyło. Sama nie wiem, dlaczego tak łatwo mu zaufałam. Możliwe, że wywarł na mnie presję, ale już nie było odwrotu. Mój narzeczony czule obdarzał mnie pocałunkami. Poczułam, że jestem pewna, że to właśnie z nim chcę być.
****************
Tymczasem w Królestwie Upadłych, Leviatanus obserwował poczynania blondyna w swoim magicznym mirrorze.
- Ten chłopak ma ogromny potencjał. Jest niezwykle przebiegły, ale i czarujący- usłyszał Leviatanus za swoimi plecami
- Masz rację, sługusie. On może stanowić dla mnie poważne zagrożenie- Pan Ciemności zacisnął pięści
- Co planujesz, Panie?
- Przywołaj do mnie Aniołów Śmierci- rozkazał
- Tak jest!-sługus wykonał posłusznie polecenie swojego władcy. Po chwili w pałacu pojawiły się trzy anioły ciemności nieco różniące się od pozostałych. Przypominały trochę wampirów, miały ogromne czarne skrzydła przypominające trochę skrzydła nietoperza, które miały spiczaste zakończenia i krwisto-czerwone oczy. Stanęły przed obliczem władcy
- Wzywałeś nas, Panie?- spytał jeden z nich- Owszem. Mam dla was misję- rzeknął- Macie odnaleźć Rademesusa i uśmiercić go.
----------------------------
Tak tak tak, wiem że to nastało dość szybko i rozdział jest krótki, no ale wszystko idzie wg mojego planu. Zobaczycie, co się stanie potem :) wystarczy, że będziecie cierpliwie czekać na dalszy rozwój sytuacji. To tyle na dzisiaj :) Bye-bye
~Wasza Jane <3
- Mogę wiedzieć jak ci na imię?- spytała czule
- Rademesus- szepnąłem jej do ucha- Chcę żebyś wiedziała, że to imię od teraz już zawsze będzie gościć w twoim życiu- pocałowałem ją w policzek
- A więc, Rademesusie. Mam rozumieć, że nigdy mnie nie opuścisz?- spytała. Zamierzałem z niej uczynić Panią Ciemności. Nie zrobiłbym tego samego z Laną, ponieważ po pierwsze to jej nie kocham, a po drugie to wierność demonicy z krwi i kości nie wchodziła w grę. Luavia była odwrotnością Lany. Nawet, gdyby stała się upadłą, to nigdy nie zostałaby w pełni demonicą, chyba że wyrzekłaby się swojego anielskiego pochodzenia tak jak Lana i ja. Wróciłem myślami do teraźniejszości. Uśmiechnąłem się do brunetki
- Luavio, nigdy cię nie opuszczę. Pod jednym warunkiem- zacząłem gładzić ją po włosach- Chcę żebyś złożyła mi przysięgę.
- Wiesz, że to sprawa niezwykle wysokiej wartości dla każdego anioła. Nie mogę tego zrobić tak po prostu- załamała się z lekka
- Luavio, ułatwię ci to. Musisz wiedzieć, że cię kocham, a ty mi przecież zaufałaś- powiedziałem widząc jej zawahanie
- Też cię kocham- odpowiedziała po chwili niepewności, a po jej policzku spłynęła srebrzysta łza. Otarłem ją
- A więc przysięgasz mi, że już zawsze będziesz przy mnie?- spytałem raz jeszcze
- Przysięgam ci, Rademesusie- Uśmiechnąłem się przebiegle. Wiedziałem, że składając mi przysięgę, nie będzie mogła jej złamać tak długo, póki będzie aniołem
- Ty również mi przysięgasz?- spytała. Szczerze mówiąc nie miałem nic do stracenia. Mogłem jedynie zyskać piękną i dosłownie anielską damę przy swoim boku
- Przysięgam ci- uśmiechnąłem się i złapałem ją za rękę- Od tej chwili jesteśmy sobie narzeczeni po wieki wieków- spojrzałem w oczy mojej narzeczonej i pocałowałem ją. Tym razem oddała mi pocałunek bez zawahania. Byliśmy w końcu powiązani przysięgą.
***************
Ross pogłębił nasz pocałunek. Normalnie bym na to nie pozwoliła, ale jak nie patrząc ten chłopak stał się moim narzeczonym w chwili, gdy złożyłam mu przysięgę. Zakochałam się w aniele. Nic lepszego nie mogło mnie spotkać. Nie mogłam pojąć tylko jednej rzeczy. Dlaczego noszę w sobie te dziwne uczucie? Fakt, Ross był stanowczy, nieco wymagający, no i mroczny jak na anioła. Ale nim był i właśnie to się dla mnie liczyło. Sama nie wiem, dlaczego tak łatwo mu zaufałam. Możliwe, że wywarł na mnie presję, ale już nie było odwrotu. Mój narzeczony czule obdarzał mnie pocałunkami. Poczułam, że jestem pewna, że to właśnie z nim chcę być.
****************
Tymczasem w Królestwie Upadłych, Leviatanus obserwował poczynania blondyna w swoim magicznym mirrorze.
- Ten chłopak ma ogromny potencjał. Jest niezwykle przebiegły, ale i czarujący- usłyszał Leviatanus za swoimi plecami
- Masz rację, sługusie. On może stanowić dla mnie poważne zagrożenie- Pan Ciemności zacisnął pięści
- Co planujesz, Panie?
- Przywołaj do mnie Aniołów Śmierci- rozkazał
- Tak jest!-sługus wykonał posłusznie polecenie swojego władcy. Po chwili w pałacu pojawiły się trzy anioły ciemności nieco różniące się od pozostałych. Przypominały trochę wampirów, miały ogromne czarne skrzydła przypominające trochę skrzydła nietoperza, które miały spiczaste zakończenia i krwisto-czerwone oczy. Stanęły przed obliczem władcy
- Wzywałeś nas, Panie?- spytał jeden z nich- Owszem. Mam dla was misję- rzeknął- Macie odnaleźć Rademesusa i uśmiercić go.
----------------------------
Tak tak tak, wiem że to nastało dość szybko i rozdział jest krótki, no ale wszystko idzie wg mojego planu. Zobaczycie, co się stanie potem :) wystarczy, że będziecie cierpliwie czekać na dalszy rozwój sytuacji. To tyle na dzisiaj :) Bye-bye
~Wasza Jane <3
sobota, 13 września 2014
Rozdział 4.
Szliśmy powoli w stronę Central Parku. Rikardo i Rocky byli krótko mówiąc "nie w sosie". Od czasu do czasu zerkali na mnie ze złością. Olałem to. Cały czas szliśmy w milczeniu. Co prawda, nie zamierzałem ich przepraszać za zepsucie "zabawy", jak to ujął Rocky, ale miałem już dość tej ciszy
- Spoko. Poderwiecie sobie jakieś anielice- uśmiechnąłem się do nich sztucznie, a potem znowu przybrałem kamienny wyraz twarzy. Popatrzyli na siebie
- A potem jak zwykle będą kleić się do ciebie- odezwał się po chwili Rik
- Na to już nie mam wpływu. Laski lecą na mnie, nawet jak tego nie chcę- zakasałem rękawy w koszuli
- No a co z tą um... Laurą?- spytał złośliwie Rokadamus
- A co ma być?- odpowiedziałem pytaniem na pytanie mrużąc oczy
- Jakoś nie była za bardzo chętna na flirt. Wybiegła z tego klubu zanim zdążyłeś się obejrzeć- zaśmiał się pod nosem
- To było dopiero pierwsze nasze spotkanie!- uniosłem lekko głos
- No tak, tylko zazwyczaj u ciebie to kończy się na jednym- Riker dołączył do dyskusji
- Musiałeś sam spędzić noc? Oj, jak przykro- Rocky przybił piątkę Rikowi
- Nie sam, tylko z Laną i... zauważcie znaczącą różnicę- przystanąłem na chwilę, by nie wybuchnąć narastającą we mnie agresją- Moje poprzednie dziewczyny były śmiertelniczkami, a Laura jest aniołem. Uskrzydloną dobrocią w całej swej okazałości. Wy myślicie, że ta anielica jest na tyle płytka, by po kilku czułych słówkach wskoczyć mi do łóżka? Otóż, nie! Kieruje nią sumienie i nic nie zdziałam, póki nie uśpię jej czujności. To rzecz, którą muszę w niej wyniszczyć bezpowrotnie! Brak sumienia równa się brak czujności, a brak czujności równa się większa uległość, a większa uległość równa się..- zaśmiałem się- To już sami zobaczycie!
***************
- Jesteście pewne, że powinnam iść na te spotkanie?- spytałam niepewnie
- Jak najbardziej! Pamiętasz plan Valerii? Będziemy tam z tobą. Tylko pod żadnym pozorem nie wyjawiaj prawdy o sobie i nie ukazuj swoich skrzydeł- pouczała mnie Ridiana
- Właśnie! Jestem pewna, że nawet najbardziej zdesperowany człowiek na świecie, nie chciałby ich zobaczyć w takim stanie!- zachichotała Val
- Wiesz, miło, że tak mnie wspierasz- powiedziałam sarkastycznie
- Ależ, Luvi. Sercem jestem z tobą- położyła sobie na nim rękę- Ale umysłem gdzieś dalej- znowu prychnęła śmiechem. Tak, moje białe psiapsióły zachowywały się bardziej jak nieśmiertelne nastolatki niż anielice. Pozostawiały wiele do życzenia, ale kochałam je obie mimo tego wszystkiego.
Przewróciłam teatralnie oczami i skierowałam się z nimi w stronę umówionego miejsca. Miałyśmy niedaleko, toteż ku mojemu szczęściu skrzydła nie były znowu takie potrzebne.
***************
Dotarliśmy na miejsce. Szybko pouczyłem Rika i Rokadamusa jak mają się zachowywać i podeszłem do trzech anielic. Najpierw do blondynki
- Cześć, jestem Ross. Miło mi. - uścisnąłem jej dłoń- Wydaje mi się czy byłaś wtedy razem z Laurą w klubie?
- Istotnie- uśmiechnęła się- A na imię mi Rydel- odgarnęła włosy.
Przytaknąłem jej z uśmiechem.Spojrzałem w bok. Laura stała w oddali z jakąś dziewczyną. Znacząco na siebie popatrzyły. Wydało mi się to trochę dziwne. Po chwili dziewczyna podeszła do mnie z uśmiechem.
- Jestem Valeria- uścisnęła mi dłoń. Spojrzałem na nią i odwzajemniłem uśmiech. Nadal się we mnie wpatrywała. Czułem się nieco dziwnie, gdy nagle doznałem ukłucia. Ta anielica próbowała przedrzeć się do wnętrza mojej duszy. Przeszywała ją na wskroś. Czułem to. Nie dawałem po sobie nic poznać. Pewnie chciała wyczuć jakie mam intencje. Spryciula. Niestety, moją duszę otaczała czarna aura. Nie była w stanie niczego się o mnie dowiedzieć, co było mi bardzo na rękę
- Jestem Ross- cicho syknąłem, ale po chwili zrekompensowałem to wymuszonym uśmiechem
- To jest Riker, a to Rocky- wskazałem na moich kumpli, którzy z miejsca zaczęli rozmawiać z dwójką dziewczyn. Valeria spojrzała na mnie trochę dziwnie, ale chwilę potem Riker wciągnął ją w rozmowę. Wykorzystałem sytuację. Uśmiechnąłem się i podeszłem do Laury. Wyglądała na bardziej speszoną niż wtedy
- Chodź ze mną- szepnąłem jej do ucha i pociągnąłem ją za rękę.
**************
Ross odciągnął nas na bok. Byliśmy sami. Głęboko westchnęłam
- Słuchaj, Ross...- nie dokończyłam, bo chłopak wpił mi się w usta
- Daj mi się prowadzić- mruknął nie odrywając się od moich ust. Przyciągnął mnie bliżej siebie i złapał w pasie. Nie było już mowy o ewentualnej ucieczce. Oddałam mu niepewnie pocałunek i spodobało mi się. Całowałam go już pewniej, mimo że nadal miałam w sobie te dziwaczne uczucie, że popełniam błąd swojego życia.
- Pragnę cię, Lauro- szepnął mi do ucha, wywołując u mnie przyjemne deszcze. Przejechał językiem po mojej dolnej wardze. Dobrze wiedziałam czego chciał, ale nie byłam pewna czy mogę mu na to pozwolić
- Nie, Ross! Ja nie mogę!- stanowczo odepchnęłam go od siebie
- Dlaczego?- spytał z dziwnym dla mnie spokojem w głosie
- Czyżbyś się czegoś bała?- przeszedł koło mnie i stanął za mną nachylając się tuż nad moim uchem- Czyżbyś miała jakiś sekret?- spytał z ciekawością. Drgnęłam. Poczułam bijące od niego ciepło na mojej szyi. Z każdą sekundą intrygował mnie coraz bardziej.
- Tak się składa, że wiem kim jesteś- szepnął do mojego drugiego ucha. Zaniepokoiłam się, ale nie chciałam, by to zauważył. Przybrałam kamienny wyraz twarzy i odwróciłam się do niego- To zależy czy masz mnie za kogoś kim jestem naprawdę- rzekłam
- Najdroższa Lauro- zaczął z szarmanckim uśmiechem na twarzy- Ja wiem kim ty jesteś i ty też to wiesz, więc dlaczego próbujesz mnie zdezorientować?- zaczął gładzić moje włosy. Nie! To niemożliwe, że taki zwykły śmiertelnik był w stanie mnie odgadnąć! Może jednak nie wszystko jest takie, na jakie wygląda
- Więc kim ja jestem?- spytałam wprost
- Zabawne, że pytasz mnie o coś oczywistego- zaśmiał się- Powiem ci jedno. Czasem najmniejsza rzecz jest w stanie powiedzieć nam o drugiej osobie wszystko- powiedział zagadkowo
- Podobnie jak twoje słowa. Chociaż tajemnicze, to tłumaczą i wszystko i nic- zauważyłam, a on kontynuował
- Świat jest pełen tajemnic, moja droga. A umiejętność szczegółowego analizowania faktów jest darem. Darem, który wykorzystałem, by poznać prawdę. Nawet najmniejsze piórko nie umknie mojej uwadze- rzucił aluzję. Właśnie w tej chwili przypomniałam sobie jak ciekawsko przyglądał się piórku, które wyciągnął z moich włosów. To niemożliwe, że mógł na to wpaść tak łatwo! Żadnemu normalnemu człowiekowi nie przeszłoby to przez głowę!
- Kim ty jesteś?- spytałam zaniepokojona
- Najpierw odpowiedz sobie na pytanie kim jesteś ty, Luavio- powiedział spokojnie. Osłupiałam
- Skąd wiesz, że...
- Właśnie sama przed chwilą zdradziłaś mi swoje imię- uśmiechnął się
- Słucham?- spytałam zdezorientowana
- Powiedzmy sobie szczerze. Anioły nie noszą ludzkich imion, zazwyczaj używają ich niebiańskich odpowiedników- uśmiechnął się niemal przebiegle
***************
Widziałem, że coraz bardziej ją to wszystko przerażało. Myślała, że nie zauważę. Próbowała zachować spokój
- Skąd to wiesz?- spytała po chwili. Zaśmiałem się
- Ponieważ sam jestem aniołem- upadłym dodałem w myślach. Ulżyło jej nieco
- Jesteś aniołem?- uśmiechnęła się lekko
- Raczej nie muszę ci tego udowadniać. Anielskie relacje opierają się przecież na wzajemnym zaufaniu, prawda?- podniosłem brew.
- Skąd wiesz takie rzeczy?- znowu się zaniepokoiła
- Mówiłem ci już, że również jestem aniołem- starałem się uważać na to, co mówię, by czasem nie zdradzić siebie samego. Niektóre anioły są uległe jak Luavia, ale żaden z nich nie jest głupi.
Nic nie odpowiedziała. Twarz miała schowaną w gęstwinie jej brązowych loków
- A ty?- spytałem, a ona podniosła głowę
- Ufasz mi?- spojrzałem na nią wyczekując odpowiedzi. Westchnęła
- Zaufania nie można wymuszać. To coś naradza się w nas wtedy, gdy czujemy się bezpieczni przy drugiej osobie- powiedziała starając się patrzeć mi w oczy
- Albo, gdy dana sytuacja tego wymaga, a my nie mamy innego wyjścia- zbliżyłem się do niej z delikatnym uśmiechem
- Nie mam innego wyjścia?- spytała z leksza zdezorientowana
- Po prostu powiedz, że mi ufasz- powiedziałem czule łapiąc ją za policzek.
- Spoko. Poderwiecie sobie jakieś anielice- uśmiechnąłem się do nich sztucznie, a potem znowu przybrałem kamienny wyraz twarzy. Popatrzyli na siebie
- A potem jak zwykle będą kleić się do ciebie- odezwał się po chwili Rik
- Na to już nie mam wpływu. Laski lecą na mnie, nawet jak tego nie chcę- zakasałem rękawy w koszuli
- No a co z tą um... Laurą?- spytał złośliwie Rokadamus
- A co ma być?- odpowiedziałem pytaniem na pytanie mrużąc oczy
- Jakoś nie była za bardzo chętna na flirt. Wybiegła z tego klubu zanim zdążyłeś się obejrzeć- zaśmiał się pod nosem
- To było dopiero pierwsze nasze spotkanie!- uniosłem lekko głos
- No tak, tylko zazwyczaj u ciebie to kończy się na jednym- Riker dołączył do dyskusji
- Musiałeś sam spędzić noc? Oj, jak przykro- Rocky przybił piątkę Rikowi
- Nie sam, tylko z Laną i... zauważcie znaczącą różnicę- przystanąłem na chwilę, by nie wybuchnąć narastającą we mnie agresją- Moje poprzednie dziewczyny były śmiertelniczkami, a Laura jest aniołem. Uskrzydloną dobrocią w całej swej okazałości. Wy myślicie, że ta anielica jest na tyle płytka, by po kilku czułych słówkach wskoczyć mi do łóżka? Otóż, nie! Kieruje nią sumienie i nic nie zdziałam, póki nie uśpię jej czujności. To rzecz, którą muszę w niej wyniszczyć bezpowrotnie! Brak sumienia równa się brak czujności, a brak czujności równa się większa uległość, a większa uległość równa się..- zaśmiałem się- To już sami zobaczycie!
***************
- Jesteście pewne, że powinnam iść na te spotkanie?- spytałam niepewnie
- Jak najbardziej! Pamiętasz plan Valerii? Będziemy tam z tobą. Tylko pod żadnym pozorem nie wyjawiaj prawdy o sobie i nie ukazuj swoich skrzydeł- pouczała mnie Ridiana
- Właśnie! Jestem pewna, że nawet najbardziej zdesperowany człowiek na świecie, nie chciałby ich zobaczyć w takim stanie!- zachichotała Val
- Wiesz, miło, że tak mnie wspierasz- powiedziałam sarkastycznie
- Ależ, Luvi. Sercem jestem z tobą- położyła sobie na nim rękę- Ale umysłem gdzieś dalej- znowu prychnęła śmiechem. Tak, moje białe psiapsióły zachowywały się bardziej jak nieśmiertelne nastolatki niż anielice. Pozostawiały wiele do życzenia, ale kochałam je obie mimo tego wszystkiego.
Przewróciłam teatralnie oczami i skierowałam się z nimi w stronę umówionego miejsca. Miałyśmy niedaleko, toteż ku mojemu szczęściu skrzydła nie były znowu takie potrzebne.
***************
Dotarliśmy na miejsce. Szybko pouczyłem Rika i Rokadamusa jak mają się zachowywać i podeszłem do trzech anielic. Najpierw do blondynki
- Cześć, jestem Ross. Miło mi. - uścisnąłem jej dłoń- Wydaje mi się czy byłaś wtedy razem z Laurą w klubie?
- Istotnie- uśmiechnęła się- A na imię mi Rydel- odgarnęła włosy.
Przytaknąłem jej z uśmiechem.Spojrzałem w bok. Laura stała w oddali z jakąś dziewczyną. Znacząco na siebie popatrzyły. Wydało mi się to trochę dziwne. Po chwili dziewczyna podeszła do mnie z uśmiechem.
- Jestem Valeria- uścisnęła mi dłoń. Spojrzałem na nią i odwzajemniłem uśmiech. Nadal się we mnie wpatrywała. Czułem się nieco dziwnie, gdy nagle doznałem ukłucia. Ta anielica próbowała przedrzeć się do wnętrza mojej duszy. Przeszywała ją na wskroś. Czułem to. Nie dawałem po sobie nic poznać. Pewnie chciała wyczuć jakie mam intencje. Spryciula. Niestety, moją duszę otaczała czarna aura. Nie była w stanie niczego się o mnie dowiedzieć, co było mi bardzo na rękę
- Jestem Ross- cicho syknąłem, ale po chwili zrekompensowałem to wymuszonym uśmiechem
- To jest Riker, a to Rocky- wskazałem na moich kumpli, którzy z miejsca zaczęli rozmawiać z dwójką dziewczyn. Valeria spojrzała na mnie trochę dziwnie, ale chwilę potem Riker wciągnął ją w rozmowę. Wykorzystałem sytuację. Uśmiechnąłem się i podeszłem do Laury. Wyglądała na bardziej speszoną niż wtedy
- Chodź ze mną- szepnąłem jej do ucha i pociągnąłem ją za rękę.
**************
Ross odciągnął nas na bok. Byliśmy sami. Głęboko westchnęłam
- Słuchaj, Ross...- nie dokończyłam, bo chłopak wpił mi się w usta
- Daj mi się prowadzić- mruknął nie odrywając się od moich ust. Przyciągnął mnie bliżej siebie i złapał w pasie. Nie było już mowy o ewentualnej ucieczce. Oddałam mu niepewnie pocałunek i spodobało mi się. Całowałam go już pewniej, mimo że nadal miałam w sobie te dziwaczne uczucie, że popełniam błąd swojego życia.
- Pragnę cię, Lauro- szepnął mi do ucha, wywołując u mnie przyjemne deszcze. Przejechał językiem po mojej dolnej wardze. Dobrze wiedziałam czego chciał, ale nie byłam pewna czy mogę mu na to pozwolić
- Nie, Ross! Ja nie mogę!- stanowczo odepchnęłam go od siebie
- Dlaczego?- spytał z dziwnym dla mnie spokojem w głosie
- Czyżbyś się czegoś bała?- przeszedł koło mnie i stanął za mną nachylając się tuż nad moim uchem- Czyżbyś miała jakiś sekret?- spytał z ciekawością. Drgnęłam. Poczułam bijące od niego ciepło na mojej szyi. Z każdą sekundą intrygował mnie coraz bardziej.
- Tak się składa, że wiem kim jesteś- szepnął do mojego drugiego ucha. Zaniepokoiłam się, ale nie chciałam, by to zauważył. Przybrałam kamienny wyraz twarzy i odwróciłam się do niego- To zależy czy masz mnie za kogoś kim jestem naprawdę- rzekłam
- Najdroższa Lauro- zaczął z szarmanckim uśmiechem na twarzy- Ja wiem kim ty jesteś i ty też to wiesz, więc dlaczego próbujesz mnie zdezorientować?- zaczął gładzić moje włosy. Nie! To niemożliwe, że taki zwykły śmiertelnik był w stanie mnie odgadnąć! Może jednak nie wszystko jest takie, na jakie wygląda
- Więc kim ja jestem?- spytałam wprost
- Zabawne, że pytasz mnie o coś oczywistego- zaśmiał się- Powiem ci jedno. Czasem najmniejsza rzecz jest w stanie powiedzieć nam o drugiej osobie wszystko- powiedział zagadkowo
- Podobnie jak twoje słowa. Chociaż tajemnicze, to tłumaczą i wszystko i nic- zauważyłam, a on kontynuował
- Świat jest pełen tajemnic, moja droga. A umiejętność szczegółowego analizowania faktów jest darem. Darem, który wykorzystałem, by poznać prawdę. Nawet najmniejsze piórko nie umknie mojej uwadze- rzucił aluzję. Właśnie w tej chwili przypomniałam sobie jak ciekawsko przyglądał się piórku, które wyciągnął z moich włosów. To niemożliwe, że mógł na to wpaść tak łatwo! Żadnemu normalnemu człowiekowi nie przeszłoby to przez głowę!
- Kim ty jesteś?- spytałam zaniepokojona
- Najpierw odpowiedz sobie na pytanie kim jesteś ty, Luavio- powiedział spokojnie. Osłupiałam
- Skąd wiesz, że...
- Właśnie sama przed chwilą zdradziłaś mi swoje imię- uśmiechnął się
- Słucham?- spytałam zdezorientowana
- Powiedzmy sobie szczerze. Anioły nie noszą ludzkich imion, zazwyczaj używają ich niebiańskich odpowiedników- uśmiechnął się niemal przebiegle
***************
Widziałem, że coraz bardziej ją to wszystko przerażało. Myślała, że nie zauważę. Próbowała zachować spokój
- Skąd to wiesz?- spytała po chwili. Zaśmiałem się
- Ponieważ sam jestem aniołem- upadłym dodałem w myślach. Ulżyło jej nieco
- Jesteś aniołem?- uśmiechnęła się lekko
- Raczej nie muszę ci tego udowadniać. Anielskie relacje opierają się przecież na wzajemnym zaufaniu, prawda?- podniosłem brew.
- Skąd wiesz takie rzeczy?- znowu się zaniepokoiła
- Mówiłem ci już, że również jestem aniołem- starałem się uważać na to, co mówię, by czasem nie zdradzić siebie samego. Niektóre anioły są uległe jak Luavia, ale żaden z nich nie jest głupi.
Nic nie odpowiedziała. Twarz miała schowaną w gęstwinie jej brązowych loków
- A ty?- spytałem, a ona podniosła głowę
- Ufasz mi?- spojrzałem na nią wyczekując odpowiedzi. Westchnęła
- Zaufania nie można wymuszać. To coś naradza się w nas wtedy, gdy czujemy się bezpieczni przy drugiej osobie- powiedziała starając się patrzeć mi w oczy
- Albo, gdy dana sytuacja tego wymaga, a my nie mamy innego wyjścia- zbliżyłem się do niej z delikatnym uśmiechem
- Nie mam innego wyjścia?- spytała z leksza zdezorientowana
- Po prostu powiedz, że mi ufasz- powiedziałem czule łapiąc ją za policzek.
czwartek, 11 września 2014
Rozdział 3.
Leżałam obolała na sianie, nagle zauważyłam jak ktoś się na mnie patrzy. Pisnęłam przerażona
- Luv, uspokój się- usłyszałam melodyjny głos. Podniosłam się z ziemi
- Val? To ty?
- Dziewczyno, to ty nas przestraszyłaś! Ja i Ridiana szukałyśmy cię przez całą noc!
- Martwiłyśmy się o ciebie- dodała Ridiana
- Nie mogłam was znaleźć, potem jeszcze ta burza...
- O, matko! Luvi, czy ty widziałaś swoje skrzydła?- pisnęła Valeria spoglądając na moje pióra, które były upaprane błotem i sianem
- Raczej są do reklamacji- Val zaczęła się nim przyglądać badawczo
- Nie przypominaj mi!- jęknęłam
- Musimy ci je wyczyścić. Masz przecież dzisiaj randkę z tym blondaskiem- powiedziała Rid
- Z Rossem. I nie randkę tylko spotkanie- poprawiłam ją
- Jak zwał tak zwał- wzruszyła ramionami
******************
- Dziękuję za cudowną noc, kochanie- zadowolona Lana pocałowała mnie w policzek
- Z taką seksowną demonicą jak ty, to czysta przyjemność- uśmiechnąłem się
- Nie zapominaj o tym- pociągnęła mnie za koszulę
- Szkoda, że musisz już wracać- powiedziałem z udawaną tęsknotą w głosie, mając nadzieję, że za chwilę sobie pójdzie
- Z pewnością jeszcze nie raz cię odwiedzę- uśmiechnęła się zawiadziacko, a potem rozprostowała swoje czarne skrzydła i wzbiła się w powietrze. Dobrze, że nie widziała grymasu, jaki pojawił się na mojej twarzy, gdy wypowiedziała te słowa. Moim celem była Laura. Nie mogłem pozwolić by "moja dziewczyna" pokrzyżowała mi plany. W sumie nie musiałem się jej tłumaczyć, ale gdyby dowiedziała się prawdy, że moim celem jest poderwanie pewnej anielicy, wpadłaby w furię. Czym Lana wie mniej, tym i lepiej dla mnie. Dzisiaj spotykam się z Laurą, więc muszę się jakoś ogarnąć. Myśląc o tym, dopiąłem dwa ostatnie guziki w koszuli i ułożyłem swoje rozczochrane włosy. Teraz wystarczyło tylko odnaleźć Rikarda i Rokadamusa. Rozprostowałem skrzydła i poszybowałem wysoko.
****************
- Aua!- syczałam, gdy Valeria i Ridiana próbowały rozdzielać moje posklejane piórka
- No, sorry Luvi. Chcesz być ładna to musisz pocierpieć- Val spojrzała na mnie wzrokiem beztroskiej dziewczynki i w dalszym ciągu kontynuowała "naprawianie" moich skrzydeł
- Pięknie- skrzyżowałam ręce udając obrażoną
- Nie jest tak źle! Większość puszcza bez problemu!- Rid próbowała mnie pocieszyć
- Super. No, a ile piórek musiałyście mi powyrywać?- spytałam ze słyszalnym zaciekawieniem w głosie pomieszanym ze złością
- Umm- Rid zaczęła odruchowo drapać się po karku. Czułam, że to zły znak. Odwróciłam głowę do tyłu i pisknęłam widząc przed sobą całą masę pozlepianych ze sobą białych piór.
- Umm.. no właśnie tyle- Rydel zrobiła minę w stylu "nie bij mnie".
- No nieźle! Wyglądam jak anioł, który wpadł pod ciągnik!- załamałam się
- Albo pod ciężarówkę- zaśmiała się Valeria, ale ucichła, gdy tylko zmierzyłam ją lodowatym spojrzeniem.
- Lari, spokojnie. Przecież pióra odrastają, prawda?- Ridiana objęła mnie ramieniem
- No tak, ale latami będą odrastać mi te pióra!- westchnęłam
- Czy z piórami czy bez, dla nas i tak zawsze będziesz prześliczną anielicą- Val ucałowała mój polik, wywołując na mojej twarzy uśmiech- Ale może lepiej nie lataj na nich przez pewien czas- skrzywiła się lekko. Mój uśmiech zwiędnął
- Odejdź, złośnico nieczysta- pchnęłam ją dla zabawy, a anieliczka wybuchnęła donośnym śmiechem
*******************
Szybowałem po nowojorskim niebie, gdy nagle zauważyłem moich kolegów demonów. Wylądowałem na ziemi i schowałem się za szerokim pniem. Usłyszałem śmiechy jakie dochodziły zza moich pleców. Wychyliłem się, by móc zobaczyć co się tam dzieje. Zauważyłem Rika i Rocky'ego w otoczeniu jakichś dwóch dziewczyn. Swoją drogą niezłych. Wyszedłem zza pnia i stanąłem im na drodze
- A wy gdzie się wybieracie beze mnie?- spytałem z irytacją w głosie
- Oh, Ross. To ty- powiedział Rikardo z lekkim zawodem
- Coś ci się nie podoba?- zmarszczyłem brwi
- Nie, po prostu.. Riker chciał powiedzieć, że..- próbował tłumaczyć się Rokadamus
- Chłopaki, a może tak przedstawicie nam swojego kolegi- zaproponowała jedna z dziewczyn stając po moim boku
- Ech.. to jest Ross. Ross, to jest Mikayla..- Riker wskazał na blondynkę stojąco koło mnie. Uśmiechnąłem się do niej.
- Siemka- powiedziała uwodzicielskim głosem
-... A to jest Ana- wskazał na koleżankę Mikayli o płomienistych włosach, która stała obok niego
- Cześć, Ross- pomachała mi Ana. Uczyniłem to samo.
- Okej, to może skoro już się wszyscy znają to niech Ross- Rocky użył nacisku słownego na moje imię- ruszy swoje cztery litery i zajmie się czymś pożytecznym- obdarzył mnie chłodnym spojrzeniem
- Chłopaki, a Rossy nie może iść z nami?- Mikayla przytuliła się do mojego ramienia. Uśmiechnąłem się przebiegle
- W zasadzie Ross musi..- zaczął Rik
- Mam pewną sprawę do załatwienia- dokończyłem szybko- A wy chłopaki, jesteście mi potrzebni- stanąłem między nimi ukazując swoją dominację
- Ale spotkamy się jeszcze, prawda?- Ana posmutniała
- Z miłą chęcią- mrugnąłem do niej i jej kumpeli
- Okej, to cześć chłopaki!- pożegnały się z nami. Rikardo i Rokadamus spojrzeli na mnie z mordem w oczach
- Co wam jest?- spytałem prześmiewczo
- Ty to każdą zabawę potrafisz zepsuć- burknął Rocky
- Musiałeś pojawić się właśnie teraz? Nie mogłeś zaczekać?- rozzłościł się Rik
- Mogłem, ale nie chciałem- powiedziałem triumfalnie. Zobaczyłem jak obydwaj zabijają mnie wzrokiem. Musiałem coś z tym zrobić.
- Z tego, co pamiętam, to chcieliście mi pomóc, prawda? Więc, ruszcie się łaskawie i zacznijcie mi pomagać! Mamy misję do wypełnienia!
--------------
No to mamy kolejny rozdział. Nwm co więcej napisać. Pogoda mnie załamuje :/
KOMENTUJECIE=MOTYWUJECIE
- Luv, uspokój się- usłyszałam melodyjny głos. Podniosłam się z ziemi
- Val? To ty?
- Dziewczyno, to ty nas przestraszyłaś! Ja i Ridiana szukałyśmy cię przez całą noc!
- Martwiłyśmy się o ciebie- dodała Ridiana
- Nie mogłam was znaleźć, potem jeszcze ta burza...
- O, matko! Luvi, czy ty widziałaś swoje skrzydła?- pisnęła Valeria spoglądając na moje pióra, które były upaprane błotem i sianem
- Raczej są do reklamacji- Val zaczęła się nim przyglądać badawczo
- Nie przypominaj mi!- jęknęłam
- Musimy ci je wyczyścić. Masz przecież dzisiaj randkę z tym blondaskiem- powiedziała Rid
- Z Rossem. I nie randkę tylko spotkanie- poprawiłam ją
- Jak zwał tak zwał- wzruszyła ramionami
******************
- Dziękuję za cudowną noc, kochanie- zadowolona Lana pocałowała mnie w policzek
- Z taką seksowną demonicą jak ty, to czysta przyjemność- uśmiechnąłem się
- Nie zapominaj o tym- pociągnęła mnie za koszulę
- Szkoda, że musisz już wracać- powiedziałem z udawaną tęsknotą w głosie, mając nadzieję, że za chwilę sobie pójdzie
- Z pewnością jeszcze nie raz cię odwiedzę- uśmiechnęła się zawiadziacko, a potem rozprostowała swoje czarne skrzydła i wzbiła się w powietrze. Dobrze, że nie widziała grymasu, jaki pojawił się na mojej twarzy, gdy wypowiedziała te słowa. Moim celem była Laura. Nie mogłem pozwolić by "moja dziewczyna" pokrzyżowała mi plany. W sumie nie musiałem się jej tłumaczyć, ale gdyby dowiedziała się prawdy, że moim celem jest poderwanie pewnej anielicy, wpadłaby w furię. Czym Lana wie mniej, tym i lepiej dla mnie. Dzisiaj spotykam się z Laurą, więc muszę się jakoś ogarnąć. Myśląc o tym, dopiąłem dwa ostatnie guziki w koszuli i ułożyłem swoje rozczochrane włosy. Teraz wystarczyło tylko odnaleźć Rikarda i Rokadamusa. Rozprostowałem skrzydła i poszybowałem wysoko.
****************
- Aua!- syczałam, gdy Valeria i Ridiana próbowały rozdzielać moje posklejane piórka
- No, sorry Luvi. Chcesz być ładna to musisz pocierpieć- Val spojrzała na mnie wzrokiem beztroskiej dziewczynki i w dalszym ciągu kontynuowała "naprawianie" moich skrzydeł
- Pięknie- skrzyżowałam ręce udając obrażoną
- Nie jest tak źle! Większość puszcza bez problemu!- Rid próbowała mnie pocieszyć
- Super. No, a ile piórek musiałyście mi powyrywać?- spytałam ze słyszalnym zaciekawieniem w głosie pomieszanym ze złością
- Umm- Rid zaczęła odruchowo drapać się po karku. Czułam, że to zły znak. Odwróciłam głowę do tyłu i pisknęłam widząc przed sobą całą masę pozlepianych ze sobą białych piór.
- Umm.. no właśnie tyle- Rydel zrobiła minę w stylu "nie bij mnie".
- No nieźle! Wyglądam jak anioł, który wpadł pod ciągnik!- załamałam się
- Albo pod ciężarówkę- zaśmiała się Valeria, ale ucichła, gdy tylko zmierzyłam ją lodowatym spojrzeniem.
- Lari, spokojnie. Przecież pióra odrastają, prawda?- Ridiana objęła mnie ramieniem
- No tak, ale latami będą odrastać mi te pióra!- westchnęłam
- Czy z piórami czy bez, dla nas i tak zawsze będziesz prześliczną anielicą- Val ucałowała mój polik, wywołując na mojej twarzy uśmiech- Ale może lepiej nie lataj na nich przez pewien czas- skrzywiła się lekko. Mój uśmiech zwiędnął
- Odejdź, złośnico nieczysta- pchnęłam ją dla zabawy, a anieliczka wybuchnęła donośnym śmiechem
*******************
Szybowałem po nowojorskim niebie, gdy nagle zauważyłem moich kolegów demonów. Wylądowałem na ziemi i schowałem się za szerokim pniem. Usłyszałem śmiechy jakie dochodziły zza moich pleców. Wychyliłem się, by móc zobaczyć co się tam dzieje. Zauważyłem Rika i Rocky'ego w otoczeniu jakichś dwóch dziewczyn. Swoją drogą niezłych. Wyszedłem zza pnia i stanąłem im na drodze
- A wy gdzie się wybieracie beze mnie?- spytałem z irytacją w głosie
- Oh, Ross. To ty- powiedział Rikardo z lekkim zawodem
- Coś ci się nie podoba?- zmarszczyłem brwi
- Nie, po prostu.. Riker chciał powiedzieć, że..- próbował tłumaczyć się Rokadamus
- Chłopaki, a może tak przedstawicie nam swojego kolegi- zaproponowała jedna z dziewczyn stając po moim boku
- Ech.. to jest Ross. Ross, to jest Mikayla..- Riker wskazał na blondynkę stojąco koło mnie. Uśmiechnąłem się do niej.
- Siemka- powiedziała uwodzicielskim głosem
-... A to jest Ana- wskazał na koleżankę Mikayli o płomienistych włosach, która stała obok niego
- Cześć, Ross- pomachała mi Ana. Uczyniłem to samo.
- Okej, to może skoro już się wszyscy znają to niech Ross- Rocky użył nacisku słownego na moje imię- ruszy swoje cztery litery i zajmie się czymś pożytecznym- obdarzył mnie chłodnym spojrzeniem
- Chłopaki, a Rossy nie może iść z nami?- Mikayla przytuliła się do mojego ramienia. Uśmiechnąłem się przebiegle
- W zasadzie Ross musi..- zaczął Rik
- Mam pewną sprawę do załatwienia- dokończyłem szybko- A wy chłopaki, jesteście mi potrzebni- stanąłem między nimi ukazując swoją dominację
- Ale spotkamy się jeszcze, prawda?- Ana posmutniała
- Z miłą chęcią- mrugnąłem do niej i jej kumpeli
- Okej, to cześć chłopaki!- pożegnały się z nami. Rikardo i Rokadamus spojrzeli na mnie z mordem w oczach
- Co wam jest?- spytałem prześmiewczo
- Ty to każdą zabawę potrafisz zepsuć- burknął Rocky
- Musiałeś pojawić się właśnie teraz? Nie mogłeś zaczekać?- rozzłościł się Rik
- Mogłem, ale nie chciałem- powiedziałem triumfalnie. Zobaczyłem jak obydwaj zabijają mnie wzrokiem. Musiałem coś z tym zrobić.
- Z tego, co pamiętam, to chcieliście mi pomóc, prawda? Więc, ruszcie się łaskawie i zacznijcie mi pomagać! Mamy misję do wypełnienia!
--------------
No to mamy kolejny rozdział. Nwm co więcej napisać. Pogoda mnie załamuje :/
KOMENTUJECIE=MOTYWUJECIE
wtorek, 9 września 2014
Rozdział 2.
Siedziałam z Ridianą na szczycie Statuy Wolności. Rozmyślałam o wczorajszym wieczorze. Ridiana musiała zauważyć, że coś mnie trapi, bo chwilę potem zadała mi pytanie
-Luavio, nad czym rozmyślasz?
-Mam się dzisiaj znowu spotkać z tym chłopcem z klubu. A co jak robię źle? Coś czuję, że nie powinnam tam iść-schowałam twarz między kolana. Nagle usłyszałyśmy trzepotanie skrzydeł i leciutkie tąpnięcie na gruncie
-Valeria!- krzyknęła podekscytowana Rid. Podniosłam głowę
-Cześć dziewczyny!- pomachała do nas
-Dostałaś misję od Pana?- spytała Rydel
- W rzeczy samej. Przydzielono mi podopiecznego-stanęła przed nami chowając swoje skrzydła- A co z Luavią?- spytała spoglądając na mnie
- Luvi się zakochała!- pisnęła podekscytowana Ridiana. Podniosłam się z miejsca -To nieprawda!- odwróciłam się w kierunku barierki
-Doprawdy? Przystojny jest? Jaką ma rozpiętość skrzydeł?- zaśmiała się Val
-Błagam. Nie mam ochoty na żarty-westchnęłam- Przystojny, ale to człowiek- odwróciłam się do nich- Wydaje się miły, ale nie potrafię wyczuć, czy ma dobre zamiary. Czuję, że otacza go jakaś dziwna aura- ponownie westchnęłam
-Chyba mam pomysł!- wypaliła Rid-Val, jesteś Aniołem Czystych Intencji, prawda?
-No tak-pokiwała głową
-Więc, spróbujesz się zapoznać z tym chłopakiem i przeniknąć do jego duszy
-Jasne!- uśmiechnęła się
-Nie wiem czy to dobry pomysł- zawahałam się
-Luavio, jako Anioł Rozsądnych Decyzji powinnaś wziąć ten pomysł pod uwagę-Rid położyła mi rękę na ramieniu
-Niech ci będzie, Anielico Dobrej Woli- przewróciłam oczyma
-Tak się nazywam- zaśmiała się- A na poważnie, pozwól Valerii przetestować tego chłopca, jeśli coś będzie nie tak, dasz sobie z nim spokój. Nie martw się, wszystko się ułoży-przytuliła mnie
- Tak się cieszę, że was mam-uśmiechnęłam się- Ale niestety czasami czuję, że nie pasuję do roli Anioła Rozsądnych Decyzji
- A ta znowu swoje- Rydel puściła moje ramiona i spojrzała mi w oczy- Jak mówię, że będzie dobrze to będzie dobrze
- Wierzę ci- pokiwałam głową i uśmiechnęłam się, a potem wzbiłam się powietrze, by móc czuwać nad Emily.
********************
Był środek nocy. Po tym jak pożegnałem się z brunetką, jeszcze długo zabawiałem się w klubie. Riker i Rocky wyrwali jakieś śmiertelniczki i się gdzieś ulotnili. Nie wnikam. W każdym razie zostałem sam. Oczywiście mogłem robić teraz to, co oni, ale rozmyślałem o tej anielicy-Laurze. Siedziałem na szczycie bloku w jakiejś mało znanej dzielnicy Nowego Jorku. Cisza. Od czasu do czasu było słychać tylko ujadanie psów. Nagle poczułem jak ktoś oplata mnie rękoma
- Nie zimno ci?- usłyszałem
- Lana? Co ty tu robisz?- spojrzałem na znaną mi postać
- Przyszłam do ciebie- dosiadła się- Nie cieszysz się?
- Owszem, cieszę. Leviatanus wie?
- Uprosiłam go. Mam wrócić nad ranem- zarzuciła grzywkę za ucho- Rademesusie, kochanie. Dlaczego uciekłeś z Królestwa Upadłych?- Lana nie wiedziała o mojej kłótni z Panem Ciemności. Lepiej dla mnie
- Leviatanus powierzył mi misję- odparłem
- Rozumiem. A kiedy wrócisz? Tęsknię za tobą- wtuliła się we mnie
- Przecież mnie widzisz, więc o co chodzi?
- No, tak. Ale chciałam coś razem porobić- zaczęła bawić się guzikami mojej koszuli rozpinając przy okazji pierwsze trzy z góry
- Porobić?- podniosłem znacząco brew-
- W sumie zostało jeszcze trochę czasu do rana. Wypadałoby go jakoś dobrze spędzić- dziewczyna zrozumiała przekaz i wpiła mi się w usta
- Nie- odepchnąłem ją. Spojrzała się na mnie pytająco
- Nie tutaj- uśmiechnąłem się i złapałem ją za rękę. Włamaliśmy się przez balkon do jakiegoś pustego apartamentu. Zaczęliśmy się całować, gdy ledwo co weszliśmy do środka.
******************
Moja podopieczna cicho pomrukiwała przez sen. Okryłam ją szczelniej kołdrą i wymknęłam się z domu Winsonów. Stanęłam na patio i wzbiłam się w powietrze. Nie poleciałam zbyt daleko, bo chwilę potem się rozpadało. Skrzydła przesiąknęły mi wodą, więc byłam zmuszona do awaryjnego lądowania. Ponadto nie wiedziałam, gdzie szukać Ridiany i Valerii. Ciężar nasiąkniętych wodą skrzydeł przyprawiał mnie o zbędny balast. Nawet nie wiem kiedy runęłam z hukiem na ziemię wprost do kałuży. Moje przemoknięte skrzydła zostały doprawione błotem. Podniosłam się obolała z ziemi. Teraz wiem co czują ludzie. Naprawdę im tego współczuję. Stałam na jakimś kompletnym bezludziu. Podążyłam jakąś polną ścieżką natykając się na jakąś starą opuszczoną stodołę. Tak bardzo chciałabym, że Val i Rid były teraz przy mnie. Schowałam się w środku i wyczerpana zasnęłam na sianie.
******************
Leżałem na łóżku, a Lana wtulała się we mnie. Gładziłem ją po nagim ramieniu
- Wiesz, jako człowiek jesteś w tym jeszcze lepszy- pocałowała mnie w policzek
- Yhym- odparłem obojętnie. Ciemnowłosa zmarszczyła brwi
- Wiesz, mam dość! Po raz kolejny mnie olewasz! Nie dość, że teraz rzadko cię widuję, to jeszcze zamyślasz się za każdym razem, gdy próbuję z tobą pogadać! Czy mogę wiedzieć o czym ty tak ciągle myślisz?!- krzyknęła. Miała rację. Rozmyślałem o Laurze. Znowu. Ale przecież nie powiem tego Lanie. Zabiłaby ją żywcem, a ja w końcu musiałem jakoś przeprowadzić tą anielicę na ciemną stronę, by wypełnić swoje zadanie
- To nie twoja sprawa!- wypaliłem- Z resztą, powinnaś już iść. Dostałaś już to co chciałaś
- A nie wpadłeś na to, że oczekiwałam od ciebie więcej?!- podniosła głowę z mojego ramienia
- Niby czego? Jesteś tylko moją kochanką-wzruszyłem ramionami
- No właśnie! A co jak to mi to nie wystarcza?!- wstała owijając się prześcieradłem i wyszła na balkon. Przewróciłem oczami. Założyłem na siebie spodnie i wyszedłem za nią. Nie chciałem mieć nikogo na stałe, ale nie chciałem stracić Lany. Za dobrze się z nią bawiłem. Objąłem ją od tyłu
- Kochanie, powiedz czego ode mnie oczekujesz, a postaram się ci to dać- odwróciła się do mnie. Miała już lepszy humor
- Chcę być cała twoja- zarzuciła mi ręce na szyję
- Jesteś cała moja
- Tylko twoja- musnęła moje usta
- Tylko moja- oddałem jej pocałunek
- Powtórz to- wyszeptała
- Jesteś cała moja i tylko moja- objąłem ją w pasie i przyciągnąłem do siebie
- Właśnie to chciałam usłyszeć- wpiła mi się w usta. Weszliśmy z powrotem do środka nie odrywając się od siebie. Kawał grubego materiału, w który była owinięta Lana wylądował na podłodze. Popchnąłem ją na łóżko, a sam rzuciłem się na seksowną demonicę.
----------------------
To już drugi rozdział :D cieszę się, że powstał. Chyba nie mam nic więcej do powiedzenia.
KOMENTUJECIE=MOTYWUJECIE
-Luavio, nad czym rozmyślasz?
-Mam się dzisiaj znowu spotkać z tym chłopcem z klubu. A co jak robię źle? Coś czuję, że nie powinnam tam iść-schowałam twarz między kolana. Nagle usłyszałyśmy trzepotanie skrzydeł i leciutkie tąpnięcie na gruncie
-Valeria!- krzyknęła podekscytowana Rid. Podniosłam głowę
-Cześć dziewczyny!- pomachała do nas
-Dostałaś misję od Pana?- spytała Rydel
- W rzeczy samej. Przydzielono mi podopiecznego-stanęła przed nami chowając swoje skrzydła- A co z Luavią?- spytała spoglądając na mnie
- Luvi się zakochała!- pisnęła podekscytowana Ridiana. Podniosłam się z miejsca -To nieprawda!- odwróciłam się w kierunku barierki
-Doprawdy? Przystojny jest? Jaką ma rozpiętość skrzydeł?- zaśmiała się Val
-Błagam. Nie mam ochoty na żarty-westchnęłam- Przystojny, ale to człowiek- odwróciłam się do nich- Wydaje się miły, ale nie potrafię wyczuć, czy ma dobre zamiary. Czuję, że otacza go jakaś dziwna aura- ponownie westchnęłam
-Chyba mam pomysł!- wypaliła Rid-Val, jesteś Aniołem Czystych Intencji, prawda?
-No tak-pokiwała głową
-Więc, spróbujesz się zapoznać z tym chłopakiem i przeniknąć do jego duszy
-Jasne!- uśmiechnęła się
-Nie wiem czy to dobry pomysł- zawahałam się
-Luavio, jako Anioł Rozsądnych Decyzji powinnaś wziąć ten pomysł pod uwagę-Rid położyła mi rękę na ramieniu
-Niech ci będzie, Anielico Dobrej Woli- przewróciłam oczyma
-Tak się nazywam- zaśmiała się- A na poważnie, pozwól Valerii przetestować tego chłopca, jeśli coś będzie nie tak, dasz sobie z nim spokój. Nie martw się, wszystko się ułoży-przytuliła mnie
- Tak się cieszę, że was mam-uśmiechnęłam się- Ale niestety czasami czuję, że nie pasuję do roli Anioła Rozsądnych Decyzji
- A ta znowu swoje- Rydel puściła moje ramiona i spojrzała mi w oczy- Jak mówię, że będzie dobrze to będzie dobrze
- Wierzę ci- pokiwałam głową i uśmiechnęłam się, a potem wzbiłam się powietrze, by móc czuwać nad Emily.
********************
Był środek nocy. Po tym jak pożegnałem się z brunetką, jeszcze długo zabawiałem się w klubie. Riker i Rocky wyrwali jakieś śmiertelniczki i się gdzieś ulotnili. Nie wnikam. W każdym razie zostałem sam. Oczywiście mogłem robić teraz to, co oni, ale rozmyślałem o tej anielicy-Laurze. Siedziałem na szczycie bloku w jakiejś mało znanej dzielnicy Nowego Jorku. Cisza. Od czasu do czasu było słychać tylko ujadanie psów. Nagle poczułem jak ktoś oplata mnie rękoma
- Nie zimno ci?- usłyszałem
- Lana? Co ty tu robisz?- spojrzałem na znaną mi postać
- Przyszłam do ciebie- dosiadła się- Nie cieszysz się?
- Owszem, cieszę. Leviatanus wie?
- Uprosiłam go. Mam wrócić nad ranem- zarzuciła grzywkę za ucho- Rademesusie, kochanie. Dlaczego uciekłeś z Królestwa Upadłych?- Lana nie wiedziała o mojej kłótni z Panem Ciemności. Lepiej dla mnie
- Leviatanus powierzył mi misję- odparłem
- Rozumiem. A kiedy wrócisz? Tęsknię za tobą- wtuliła się we mnie
- Przecież mnie widzisz, więc o co chodzi?
- No, tak. Ale chciałam coś razem porobić- zaczęła bawić się guzikami mojej koszuli rozpinając przy okazji pierwsze trzy z góry
- Porobić?- podniosłem znacząco brew-
- W sumie zostało jeszcze trochę czasu do rana. Wypadałoby go jakoś dobrze spędzić- dziewczyna zrozumiała przekaz i wpiła mi się w usta
- Nie- odepchnąłem ją. Spojrzała się na mnie pytająco
- Nie tutaj- uśmiechnąłem się i złapałem ją za rękę. Włamaliśmy się przez balkon do jakiegoś pustego apartamentu. Zaczęliśmy się całować, gdy ledwo co weszliśmy do środka.
******************
Moja podopieczna cicho pomrukiwała przez sen. Okryłam ją szczelniej kołdrą i wymknęłam się z domu Winsonów. Stanęłam na patio i wzbiłam się w powietrze. Nie poleciałam zbyt daleko, bo chwilę potem się rozpadało. Skrzydła przesiąknęły mi wodą, więc byłam zmuszona do awaryjnego lądowania. Ponadto nie wiedziałam, gdzie szukać Ridiany i Valerii. Ciężar nasiąkniętych wodą skrzydeł przyprawiał mnie o zbędny balast. Nawet nie wiem kiedy runęłam z hukiem na ziemię wprost do kałuży. Moje przemoknięte skrzydła zostały doprawione błotem. Podniosłam się obolała z ziemi. Teraz wiem co czują ludzie. Naprawdę im tego współczuję. Stałam na jakimś kompletnym bezludziu. Podążyłam jakąś polną ścieżką natykając się na jakąś starą opuszczoną stodołę. Tak bardzo chciałabym, że Val i Rid były teraz przy mnie. Schowałam się w środku i wyczerpana zasnęłam na sianie.
******************
Leżałem na łóżku, a Lana wtulała się we mnie. Gładziłem ją po nagim ramieniu
- Wiesz, jako człowiek jesteś w tym jeszcze lepszy- pocałowała mnie w policzek
- Yhym- odparłem obojętnie. Ciemnowłosa zmarszczyła brwi
- Wiesz, mam dość! Po raz kolejny mnie olewasz! Nie dość, że teraz rzadko cię widuję, to jeszcze zamyślasz się za każdym razem, gdy próbuję z tobą pogadać! Czy mogę wiedzieć o czym ty tak ciągle myślisz?!- krzyknęła. Miała rację. Rozmyślałem o Laurze. Znowu. Ale przecież nie powiem tego Lanie. Zabiłaby ją żywcem, a ja w końcu musiałem jakoś przeprowadzić tą anielicę na ciemną stronę, by wypełnić swoje zadanie
- To nie twoja sprawa!- wypaliłem- Z resztą, powinnaś już iść. Dostałaś już to co chciałaś
- A nie wpadłeś na to, że oczekiwałam od ciebie więcej?!- podniosła głowę z mojego ramienia
- Niby czego? Jesteś tylko moją kochanką-wzruszyłem ramionami
- No właśnie! A co jak to mi to nie wystarcza?!- wstała owijając się prześcieradłem i wyszła na balkon. Przewróciłem oczami. Założyłem na siebie spodnie i wyszedłem za nią. Nie chciałem mieć nikogo na stałe, ale nie chciałem stracić Lany. Za dobrze się z nią bawiłem. Objąłem ją od tyłu
- Kochanie, powiedz czego ode mnie oczekujesz, a postaram się ci to dać- odwróciła się do mnie. Miała już lepszy humor
- Chcę być cała twoja- zarzuciła mi ręce na szyję
- Jesteś cała moja
- Tylko twoja- musnęła moje usta
- Tylko moja- oddałem jej pocałunek
- Powtórz to- wyszeptała
- Jesteś cała moja i tylko moja- objąłem ją w pasie i przyciągnąłem do siebie
- Właśnie to chciałam usłyszeć- wpiła mi się w usta. Weszliśmy z powrotem do środka nie odrywając się od siebie. Kawał grubego materiału, w który była owinięta Lana wylądował na podłodze. Popchnąłem ją na łóżko, a sam rzuciłem się na seksowną demonicę.
----------------------
To już drugi rozdział :D cieszę się, że powstał. Chyba nie mam nic więcej do powiedzenia.
KOMENTUJECIE=MOTYWUJECIE
poniedziałek, 8 września 2014
Rozdział 1.
Emily to dobre dziecko. Nie pyskuje, jest miła i pomocna. Właśnie opieka nad takimi ludźmi o kryształowym sercu sprawia aniołowi największą frajdę. Uśmiechnęłam się widząc jak dziewczyna radośnie opiekuje się młodszym bratem w parku. Takie chwile sprawiają, że niekiedy się wzruszam. Obserwowałam sobie moją podopieczną siedząc na ławeczce.
-Luavio, gdzie jesteś?- usłyszałam głos mojej przyjaciółki
-Szszsz.. jestem tutaj. I nie mów na mnie Luavia tylko Laura, pamiętasz, że mamy wtapiać się w tłum? - skarciłam moją przyjaciółkę Ridianę, czyli Rydel
-Wybacz, zapomniałam. Siedziałam na dębie. Aż mi skrzydełka zdrętwiały-rzekła rozmasowując sobie kark
-Ani mi się waż ich tu prostować! Chcesz nas zdemaskować?- krzyknęłam szeptem łapiąc blondynkę za ręce
-Oczywiście, że nie! Pan Bóg chyba, by mi je powyrywał-jęknęła-To co? Krótka przerwa? Należy nam się-powiedziała zachęcająco
-Cała Ridiana. Nie napracować się, a byle odpocząć-przewróciłam oczami, a ona spojrzała na mnie miną smutnego szczeniaczka
-No dobrze, ale tylko na chwilkę-westchnęłam
************
Błądziłem właśnie ulicami Nowego Jorku. Miasto, które dobrze znałem, bo zabawiałem się tu już nie raz, wydawało mi się teraz takie obce
-Rademesus, ty znowu tu?- usłyszałem za sobą znajomy głos
-Czego chcecie?- warknąłem do stojących za mną dwóch znajomych mi demonów- Rokadamusa i Rikarda
-Dostaliśmy pozwolenie na wyjście od Leviatanusa. Przyszliśmy zobaczyć jak sobie radzisz- odparł Rikardo
-Widzę, że już wiecie- zazgrzytałem zębami
-Trudno byłoby nie wiedzieć. Na całe królestwo było słychać jak się na ciebie drze-prychnął Rokadamus
-Jeśli przyszliście się ze mnie ponabijać to spieprzajcie mi stąd-fuknąłem
-Nie, przyszliśmy ci pomóc-dodał Rikardo
-Nie potrzebuję niczyjej pomocy-splotłem ręce
-To lepiej pośpiesz się z tym zadaniem. Te twoje laski tęsknią. Najbardziej Lana. Też chciała z nami lecieć, ale nie mogła. Pozostałe wypytują tylko "Gdzie Rademesus?"-Rikardo przewrócił oczami
-Przymknij japę. Od teraz jestem Ross, a nie Rademesus. Mam wtapiać się w tłum-skarciłem go
-Spoko, Ross-prychnął-To ja od tej pory jestem Riker-zaśmiał się-A to będzie Rocky-wskazał na Rokadamusa
-Jak mnie nazwałeś?- oburzył się demon
-Jesteś Rocky-prychnął śmiechem Rikardo
-Ty, Riker! Nie zapędzaj się tak- pchnął go lekko
-Zamknijcie wreszcie mordy i chodźcie za mną!- rozkazałem. Nawet pozbawiony posady czułem się na władzy
-Dobrze, Rossy!- obydwaj prychnęli śmiechem. Obdarowałem ich tylko chłodnym spojrzeniem i machnąłem ręką, że mają iść za mną.
Trójka demonów weszła do klubu
-Wow, stary! Tu zawsze tak wygląda?- zachwycał się Riker widząc wszystkie zgrabne tancerki-Nic dziwnego, że Leviatanus nie pozwala wchodzić do świata ludzi. Tu jest jak w niebie!- zaśmiał się
-A może być tylko lepiej- uśmiechnąłem się
-Te, stary! Ale wątpię, że tu poderwiesz jakiegoś aniołeczka. Prędzej całą masę diabełków. Tych pierwszych to chyba musisz w kościele poszukać!- zaśmiał się Rocky
-Panowie, dajcie spokój! Traktujcie to jak wakacje! Najpierw trzeba się zabawić!- uśmiechnąłem się do grupki dziewczyn
*************
Tak, wiem, że to nie miejsce dla dwójki anielic, ale to był pomysł Ridiany. No a jak mam odmówić mojej przyjaciółce? Zakręconej anieliczce? Dziwne, prawda? Siedziałam właśnie przy barze, podczas gdy Ridiana bawiła sie w najlepsze na parkiecie
-Laura, chodź tu! Będzie fajnie!- nalegała
-Weź, przestań! Nawet nie umiem tańczyć!- zacięcię trzymałam się blatu
-No, ale ze mną nie zatańczysz?- zaskomlała po czym szarpnęła mnie za rękę
-Ech.. ale tylko raz-chuchnęłam w grzywkę, która opadła mi na czoło. Poszłam na parkiet za Rydel. Tańczyłyśmy przez chwilę. Nagle ktoś do mnie podszedł- Mogę panienkę prosić do tańca?- spytał, a Rydel popchnęła mnie w objęcia nieznajomego, a sama poszła usiąść przy ladzie. Stałam tyłem, więc nie widziałam jego twarzy, ale czułam jego oddech na mojej szyi. Oplatał mnie rękoma w pasie. Zaczął powoli kołysać moimi biodrami. Był szybki, pewny siebie i.. władczy? Takie przynajmniej odnosiłam wrażenie. Nie powiem. Nawet mi sie to podobało. Dopiero po chwili jednym zgrabnym ruchem obrócił mnie i przyciągnął do siebie tak, że widzieliśmy się twarzą w twarz. Miał blond włosy i czekoladowe oczy. Był wysoki i umięśniony. Jego całokształt był oblany mrokiem i tajemniczością. To właśnie pociągało mnie w nim najbardziej. Tańczyliśmy powoli, ale z pasją. Nagle przechylił mnie do tyłu-Jestem Ross. A ty, me lady?- wyszeptał przy moim uchu przyciągając mnie z powrotem do siebie-Jestem Laura- powiedziałam jak zaczarowana czując jak przyjemny dreszcz przebiega wzdłuż mojego ciała. Ten chłopak miał w sobie coś, co mnie do niego przyciągało, ale i coś, co mnie niepokoiło. Czułam się zmieszana. Serce szalało ze szczęścia, ale umysł pozostawał czujny. Kazał mi natychmiast zakończyć znajomość z tym chłopcem, ale nic sobie z tego nie robiłam. Oczarowanie, lęk, uległość. Właśnie te trzy rzeczy wirowały mi w głowie.
************
5 min wcześniej:
Byłem teraz w towarzystwie Rikarda i Rokadamusa. Wkoło było pełno różnych śmiertelników i śmiertelniczek. Sobota wieczór. Weekend.Zabawa taneczna przesączona alkoholem. W końcu tak się bawią żyjący. Weszliśmy w tą maskaradę. Wtopiliśmy się w tłum. Wypiliśmy kilka drinków, które w żaden sposób na nas nie wpłynęły. Na aniołów ciemności nie działają żadne trunki ogłupiające śmiertelników. Co innego z aniołami. Nawet najmniejsza dawka alkoholu jest w stanie uśpić ich czujność. Chwilę potem zaczęliśmy się nudzić, więc postanowiłem pokazać moim kumplom jak wygląda podryw w dobrym stylu. W moim stylu. Upadłe anioły nie odczuwają wstydu, więc flirtowanie nie sprawia nam problemu. Moją uwagę przykuła pewna brunetka tańcząca ze swoją blondwłosą przyjaciółką. Podeszłem do niej i poprosiłem do tańca. Wyglądała na niepewną, ale uległą, więc łatwo się zgodziła. Tańczyliśmy do wolnego kawałka. Przytulałem ją od tyłu. Po chwili postanowiłem obrócić ją przodem do mnie, by móc przyjrzeć się uważniej swojej nowej zdobyczy. Dziewczyna miała brązowe loki, duże piwne oczy i pełne usta. Wyglądała uroczo, a przy tym niewinnie. Różniła się od tych innych śmiertelniczek, które znałem. Przechyliłem ją do tyłu i spytałem jak ma na imię. Wyjawiła je dość szybko, gdy z powrotem przyciągnąłem ją do siebie. Laura-tak właśnie miała na imię-sprawiała wrażenie osoby nieśmiałej i dobrze ułożonej. Wnioskuję, że to kumpela ją tu zaciągnęła. Wyglądała na bardzo grzeczną, ale widać było, że skrywa jakiś sekret. Już moja w tym głowa było dowiedzieć się jaki. Po wyrazie jej twarzy stwierdziłem, że wygląda na oczarowaną moją osobą. W jej oczach dostrzegłem iskierki szczęścia, ale i lęk. Demony potrafią wyczuć lęk, ale i też kłamstwo.
-Powiedz, boisz się mnie?- spytałem, gdy po raz drugi przechyliłem ją do tyłu. Dziewczyna nieco zamarła. Miałem rację. Bała się mnie. Intrygowałem ją, ale i przerażałem w jednym. Przyciągnąłem ją do siebie- Czuję twój strach- wyszeptałem jej do ucha przyprawiając ją o dreszcze
-Skąd ta pewność, że się ciebie boję?-spytała niepewnie
-Po prostu to czuję-uśmiechnąłem się uwodzicielsko znowu obracając ją do siebie tyłem. Umieściłem swoje ręce na jej talii-Jesteś bardzo śmiały, Ross-odparła, a ja zacząłem zjeżdżać rękoma w kierunku jej ud. Złapała mnie za ręce-Nie, proszę-jęknęła
- Podoba ci się, gdy cię dotykam, więc dlaczego się opierasz?- pocałowałem ją w ramię wodząc ustami w stronę jej ust. Czułem jak skóra jej drży gdy całowałem każdy jej milimetr począwszy od obojczyka kończąc na szyi. Czułem bijące od niej ciepło. Narastające pożądanie mieszało się ze strachem wytwarzając u niej nieznane nikomu nowe uczucie. No i stało się. Delikatnie musnąłem jej usta zachęcając ją do dalszego działania. Musiała chyba pierwszy raz znajdować się w takiej sytuacji, bo przeprosiła mnie i wybiegła z klubu chwytając za rękę przyjaciółkę. Zdziwiło mnie to trochę. Przeczesałem ręką włosy, a potem zacząłem analizować zaistniałą sytuację- jeśli teraz za nią nie pobiegnę, to mogę jej już więcej nie zobaczyć, a nie tak planowałem zakończyć te spotkanie-pomyślałem i tak też zrobiłem.
*************
Wybiegłam z klubu z prędkością światła. To, co przed chwilą miało miejsce, momentalnie mnie przerosło
- Okej. Lauro, co to miało być?- Ridianie moje zachowanie też wydało się dziwne
-Rydel, ja tak nie mogę, jasne?- oczy zaszły mi łzami- Nie wolno aniołom wdawać się w relacje międzyludzkie!- złapałam się za głowę-A co jak jeszcze zakocham się w tym śmiertelniku?
-Luv, uspokój się. Zbytnio dramatyzujesz!-Rydel potrząsnęła mymi ramionami
-Rid, chcę jak najszybciej zapomnieć o tym wieczorze! Wracam do pilnowania Emily-upewniłam się, że nie ma nikogo obok nas- Lećmy już!-rozłożyłam skrzydła i już miałam wzbić się w powietrze, gdy nagle..
-Laura!- usłyszałam wołanie
O, nie! To pewnie Ross! Moje skrzydła w ciągu sekundy zniknęły z moich pleców
-Tu jesteś!-chłopak ucieszył się na mój widok. Podbiegł do mnie i położył mi rękę na twarzy. Czułam zimno spowodowane chłodem jego dłoni, ale i wewnętrzne ciepło rozpalające me ciało od środka
-Tu jestem-uśmiechnęłam się zapominając o moich poprzednich troskach. Ten śmiertelnik miał w sobie coś niespotykanego. Wrodzona pewność siebie sprawiała, że nikt nie był w stanie przejść obojętnie obok tego chłopca
- To jak będzie?
- Przepraszam?- wyrwał mnie z zadumy
- Pytałem czy zgodzisz się spotkać jutro ze mną w samo południe na Hudson Street 42?- zauważyłam błysk w jego oku
- Jeśli właśnie w ten sposób cię uszczęśliwię-powiedziałam beztrosko
- Nawet bardzo-uśmiechnął się i pocałował mnie w rękę. Zadrżałam. Czułam się trochę głupio, że ten chłopak nie wie z kim się zadaje. Miałam ochotę rozprostować swoje anielskie skrzydła i wyjawić mu prawdę, jednak w mojej podświadomości usłyszałam głos Ridiany, która nawiązała ze mną kontakt telepatyczny
- Ani mi się waż psuć tej znajomości! Póki nie wie kim jesteś, jest dobrze!-krzyczał do mnie głos blondynki. Tylko anioły mają takie zdolności telepatyczne
- Wiesz, ja muszę już iść. Zrobiło się późno. Nie chcę niepokoić rodziców-starałam się mówić jak zwykła nowojorska nastolatka
- To zrozumiałe. Może cię odprowadzić?- zaproponował
- Co? Nie! Dam sobie radę, spokojnie. Rydel jest przy mnie-starałam się wywinąć jakoś z tej sytuacji
- Do jutra-rzuciłam planując już sobie iść, ale chłopak mnie zatrzymał
- Czekaj, masz coś we włosach. Pozwól, że zdejmę-zdziwiłam się, a on wyciągnął dłoń w kierunku moich włosów wyciągając z nich piórko. Niezauważalnie drgnęłam. Skąd one się tam wzięło? Musiało mi wypaść, gdy w szybkim tempie chowałam skrzydła. Spojrzał na piórko, a potem uśmiechnął się do mnie
- Spójrz, te piórko musiało należeć pewnie do jakiejś białej gołębicy- powiedział znowu na nie spoglądając. Nic nie podejrzewał. Ulżyło mi
- Tak, pewnie masz rację. To.. cześć-odparłam
- Do jutra, Lauro- przytulił mnie i ucałował mój policzek. Uśmiechnęłam się. Podeszłam do Rid, a potem zniknęłyśmy mu z oczu.
**************
Zdążyłem już pożegnać się z brunetką. Gdy odeszła, znowu zacząłem badawczo obserwować pióro. Podeszli do mnie Rikardo i Rokadamus
- No, no. Rademesusie, ale z ciebie romantyk!- prychnął. Fakt, potrafiłem czarować kobiety jak nikt. Czułe słówka i troskliwość nie były w moim stylu, ale sprawdzały się idealnie przy podrywaniu dziewczyn. Nie o tym jednak chciałem z nimi pogadać
- Wiecie co to jest?- spytałem pokazując im moje znalezisko
- Pióro- wzruszył ramionami Rokadamus
- To nie jest zwykłe pióro. Należy do anioła- wyostrzyłem zmysły i zaciągnąłem się jego zapachem, od którego mnie zemdliło- Przesłodzona woń będąca mieszanką miłości, dobroci, zaufania i życzliwości. Wiedziałem, że coś było z nią nie tak. Ta dziewczyna musi być anielicą!- podsumowałem. Rikardo i Rokadamus spojrzeli na siebie
- Co zamierzasz z tym zrobić?- spytał Rikardo
- Jutro znowu spotykam się z tą dziewczyną. Doprowadzę do tego, by się we mnie zakochała- uśmiechnąłem się diabelsko- A potem ją zniszczę.
------------------------
No to mamy pierwszy rozdział :) jak zauważyliście spotkanie Raury nastało dość szybko, ale akcja się jeszcze nieźle rozwinie. Ok, to dzisiaj na tyle :) Idę uczyć się na matę. Napiszcie co myślicie :)
KOMENTUJECIE=MOTYWUJECIE
-Luavio, gdzie jesteś?- usłyszałam głos mojej przyjaciółki
-Szszsz.. jestem tutaj. I nie mów na mnie Luavia tylko Laura, pamiętasz, że mamy wtapiać się w tłum? - skarciłam moją przyjaciółkę Ridianę, czyli Rydel
-Wybacz, zapomniałam. Siedziałam na dębie. Aż mi skrzydełka zdrętwiały-rzekła rozmasowując sobie kark
-Ani mi się waż ich tu prostować! Chcesz nas zdemaskować?- krzyknęłam szeptem łapiąc blondynkę za ręce
-Oczywiście, że nie! Pan Bóg chyba, by mi je powyrywał-jęknęła-To co? Krótka przerwa? Należy nam się-powiedziała zachęcająco
-Cała Ridiana. Nie napracować się, a byle odpocząć-przewróciłam oczami, a ona spojrzała na mnie miną smutnego szczeniaczka
-No dobrze, ale tylko na chwilkę-westchnęłam
************
Błądziłem właśnie ulicami Nowego Jorku. Miasto, które dobrze znałem, bo zabawiałem się tu już nie raz, wydawało mi się teraz takie obce
-Rademesus, ty znowu tu?- usłyszałem za sobą znajomy głos
-Czego chcecie?- warknąłem do stojących za mną dwóch znajomych mi demonów- Rokadamusa i Rikarda
-Dostaliśmy pozwolenie na wyjście od Leviatanusa. Przyszliśmy zobaczyć jak sobie radzisz- odparł Rikardo
-Widzę, że już wiecie- zazgrzytałem zębami
-Trudno byłoby nie wiedzieć. Na całe królestwo było słychać jak się na ciebie drze-prychnął Rokadamus
-Jeśli przyszliście się ze mnie ponabijać to spieprzajcie mi stąd-fuknąłem
-Nie, przyszliśmy ci pomóc-dodał Rikardo
-Nie potrzebuję niczyjej pomocy-splotłem ręce
-To lepiej pośpiesz się z tym zadaniem. Te twoje laski tęsknią. Najbardziej Lana. Też chciała z nami lecieć, ale nie mogła. Pozostałe wypytują tylko "Gdzie Rademesus?"-Rikardo przewrócił oczami
-Przymknij japę. Od teraz jestem Ross, a nie Rademesus. Mam wtapiać się w tłum-skarciłem go
-Spoko, Ross-prychnął-To ja od tej pory jestem Riker-zaśmiał się-A to będzie Rocky-wskazał na Rokadamusa
-Jak mnie nazwałeś?- oburzył się demon
-Jesteś Rocky-prychnął śmiechem Rikardo
-Ty, Riker! Nie zapędzaj się tak- pchnął go lekko
-Zamknijcie wreszcie mordy i chodźcie za mną!- rozkazałem. Nawet pozbawiony posady czułem się na władzy
-Dobrze, Rossy!- obydwaj prychnęli śmiechem. Obdarowałem ich tylko chłodnym spojrzeniem i machnąłem ręką, że mają iść za mną.
Trójka demonów weszła do klubu
-Wow, stary! Tu zawsze tak wygląda?- zachwycał się Riker widząc wszystkie zgrabne tancerki-Nic dziwnego, że Leviatanus nie pozwala wchodzić do świata ludzi. Tu jest jak w niebie!- zaśmiał się
-A może być tylko lepiej- uśmiechnąłem się
-Te, stary! Ale wątpię, że tu poderwiesz jakiegoś aniołeczka. Prędzej całą masę diabełków. Tych pierwszych to chyba musisz w kościele poszukać!- zaśmiał się Rocky
-Panowie, dajcie spokój! Traktujcie to jak wakacje! Najpierw trzeba się zabawić!- uśmiechnąłem się do grupki dziewczyn
*************
Tak, wiem, że to nie miejsce dla dwójki anielic, ale to był pomysł Ridiany. No a jak mam odmówić mojej przyjaciółce? Zakręconej anieliczce? Dziwne, prawda? Siedziałam właśnie przy barze, podczas gdy Ridiana bawiła sie w najlepsze na parkiecie
-Laura, chodź tu! Będzie fajnie!- nalegała
-Weź, przestań! Nawet nie umiem tańczyć!- zacięcię trzymałam się blatu
-No, ale ze mną nie zatańczysz?- zaskomlała po czym szarpnęła mnie za rękę
-Ech.. ale tylko raz-chuchnęłam w grzywkę, która opadła mi na czoło. Poszłam na parkiet za Rydel. Tańczyłyśmy przez chwilę. Nagle ktoś do mnie podszedł- Mogę panienkę prosić do tańca?- spytał, a Rydel popchnęła mnie w objęcia nieznajomego, a sama poszła usiąść przy ladzie. Stałam tyłem, więc nie widziałam jego twarzy, ale czułam jego oddech na mojej szyi. Oplatał mnie rękoma w pasie. Zaczął powoli kołysać moimi biodrami. Był szybki, pewny siebie i.. władczy? Takie przynajmniej odnosiłam wrażenie. Nie powiem. Nawet mi sie to podobało. Dopiero po chwili jednym zgrabnym ruchem obrócił mnie i przyciągnął do siebie tak, że widzieliśmy się twarzą w twarz. Miał blond włosy i czekoladowe oczy. Był wysoki i umięśniony. Jego całokształt był oblany mrokiem i tajemniczością. To właśnie pociągało mnie w nim najbardziej. Tańczyliśmy powoli, ale z pasją. Nagle przechylił mnie do tyłu-Jestem Ross. A ty, me lady?- wyszeptał przy moim uchu przyciągając mnie z powrotem do siebie-Jestem Laura- powiedziałam jak zaczarowana czując jak przyjemny dreszcz przebiega wzdłuż mojego ciała. Ten chłopak miał w sobie coś, co mnie do niego przyciągało, ale i coś, co mnie niepokoiło. Czułam się zmieszana. Serce szalało ze szczęścia, ale umysł pozostawał czujny. Kazał mi natychmiast zakończyć znajomość z tym chłopcem, ale nic sobie z tego nie robiłam. Oczarowanie, lęk, uległość. Właśnie te trzy rzeczy wirowały mi w głowie.
************
5 min wcześniej:
Byłem teraz w towarzystwie Rikarda i Rokadamusa. Wkoło było pełno różnych śmiertelników i śmiertelniczek. Sobota wieczór. Weekend.Zabawa taneczna przesączona alkoholem. W końcu tak się bawią żyjący. Weszliśmy w tą maskaradę. Wtopiliśmy się w tłum. Wypiliśmy kilka drinków, które w żaden sposób na nas nie wpłynęły. Na aniołów ciemności nie działają żadne trunki ogłupiające śmiertelników. Co innego z aniołami. Nawet najmniejsza dawka alkoholu jest w stanie uśpić ich czujność. Chwilę potem zaczęliśmy się nudzić, więc postanowiłem pokazać moim kumplom jak wygląda podryw w dobrym stylu. W moim stylu. Upadłe anioły nie odczuwają wstydu, więc flirtowanie nie sprawia nam problemu. Moją uwagę przykuła pewna brunetka tańcząca ze swoją blondwłosą przyjaciółką. Podeszłem do niej i poprosiłem do tańca. Wyglądała na niepewną, ale uległą, więc łatwo się zgodziła. Tańczyliśmy do wolnego kawałka. Przytulałem ją od tyłu. Po chwili postanowiłem obrócić ją przodem do mnie, by móc przyjrzeć się uważniej swojej nowej zdobyczy. Dziewczyna miała brązowe loki, duże piwne oczy i pełne usta. Wyglądała uroczo, a przy tym niewinnie. Różniła się od tych innych śmiertelniczek, które znałem. Przechyliłem ją do tyłu i spytałem jak ma na imię. Wyjawiła je dość szybko, gdy z powrotem przyciągnąłem ją do siebie. Laura-tak właśnie miała na imię-sprawiała wrażenie osoby nieśmiałej i dobrze ułożonej. Wnioskuję, że to kumpela ją tu zaciągnęła. Wyglądała na bardzo grzeczną, ale widać było, że skrywa jakiś sekret. Już moja w tym głowa było dowiedzieć się jaki. Po wyrazie jej twarzy stwierdziłem, że wygląda na oczarowaną moją osobą. W jej oczach dostrzegłem iskierki szczęścia, ale i lęk. Demony potrafią wyczuć lęk, ale i też kłamstwo.
-Powiedz, boisz się mnie?- spytałem, gdy po raz drugi przechyliłem ją do tyłu. Dziewczyna nieco zamarła. Miałem rację. Bała się mnie. Intrygowałem ją, ale i przerażałem w jednym. Przyciągnąłem ją do siebie- Czuję twój strach- wyszeptałem jej do ucha przyprawiając ją o dreszcze
-Skąd ta pewność, że się ciebie boję?-spytała niepewnie
-Po prostu to czuję-uśmiechnąłem się uwodzicielsko znowu obracając ją do siebie tyłem. Umieściłem swoje ręce na jej talii-Jesteś bardzo śmiały, Ross-odparła, a ja zacząłem zjeżdżać rękoma w kierunku jej ud. Złapała mnie za ręce-Nie, proszę-jęknęła
- Podoba ci się, gdy cię dotykam, więc dlaczego się opierasz?- pocałowałem ją w ramię wodząc ustami w stronę jej ust. Czułem jak skóra jej drży gdy całowałem każdy jej milimetr począwszy od obojczyka kończąc na szyi. Czułem bijące od niej ciepło. Narastające pożądanie mieszało się ze strachem wytwarzając u niej nieznane nikomu nowe uczucie. No i stało się. Delikatnie musnąłem jej usta zachęcając ją do dalszego działania. Musiała chyba pierwszy raz znajdować się w takiej sytuacji, bo przeprosiła mnie i wybiegła z klubu chwytając za rękę przyjaciółkę. Zdziwiło mnie to trochę. Przeczesałem ręką włosy, a potem zacząłem analizować zaistniałą sytuację- jeśli teraz za nią nie pobiegnę, to mogę jej już więcej nie zobaczyć, a nie tak planowałem zakończyć te spotkanie-pomyślałem i tak też zrobiłem.
*************
Wybiegłam z klubu z prędkością światła. To, co przed chwilą miało miejsce, momentalnie mnie przerosło
- Okej. Lauro, co to miało być?- Ridianie moje zachowanie też wydało się dziwne
-Rydel, ja tak nie mogę, jasne?- oczy zaszły mi łzami- Nie wolno aniołom wdawać się w relacje międzyludzkie!- złapałam się za głowę-A co jak jeszcze zakocham się w tym śmiertelniku?
-Luv, uspokój się. Zbytnio dramatyzujesz!-Rydel potrząsnęła mymi ramionami
-Rid, chcę jak najszybciej zapomnieć o tym wieczorze! Wracam do pilnowania Emily-upewniłam się, że nie ma nikogo obok nas- Lećmy już!-rozłożyłam skrzydła i już miałam wzbić się w powietrze, gdy nagle..
-Laura!- usłyszałam wołanie
O, nie! To pewnie Ross! Moje skrzydła w ciągu sekundy zniknęły z moich pleców
-Tu jesteś!-chłopak ucieszył się na mój widok. Podbiegł do mnie i położył mi rękę na twarzy. Czułam zimno spowodowane chłodem jego dłoni, ale i wewnętrzne ciepło rozpalające me ciało od środka
-Tu jestem-uśmiechnęłam się zapominając o moich poprzednich troskach. Ten śmiertelnik miał w sobie coś niespotykanego. Wrodzona pewność siebie sprawiała, że nikt nie był w stanie przejść obojętnie obok tego chłopca
- To jak będzie?
- Przepraszam?- wyrwał mnie z zadumy
- Pytałem czy zgodzisz się spotkać jutro ze mną w samo południe na Hudson Street 42?- zauważyłam błysk w jego oku
- Jeśli właśnie w ten sposób cię uszczęśliwię-powiedziałam beztrosko
- Nawet bardzo-uśmiechnął się i pocałował mnie w rękę. Zadrżałam. Czułam się trochę głupio, że ten chłopak nie wie z kim się zadaje. Miałam ochotę rozprostować swoje anielskie skrzydła i wyjawić mu prawdę, jednak w mojej podświadomości usłyszałam głos Ridiany, która nawiązała ze mną kontakt telepatyczny
- Ani mi się waż psuć tej znajomości! Póki nie wie kim jesteś, jest dobrze!-krzyczał do mnie głos blondynki. Tylko anioły mają takie zdolności telepatyczne
- Wiesz, ja muszę już iść. Zrobiło się późno. Nie chcę niepokoić rodziców-starałam się mówić jak zwykła nowojorska nastolatka
- To zrozumiałe. Może cię odprowadzić?- zaproponował
- Co? Nie! Dam sobie radę, spokojnie. Rydel jest przy mnie-starałam się wywinąć jakoś z tej sytuacji
- Do jutra-rzuciłam planując już sobie iść, ale chłopak mnie zatrzymał
- Czekaj, masz coś we włosach. Pozwól, że zdejmę-zdziwiłam się, a on wyciągnął dłoń w kierunku moich włosów wyciągając z nich piórko. Niezauważalnie drgnęłam. Skąd one się tam wzięło? Musiało mi wypaść, gdy w szybkim tempie chowałam skrzydła. Spojrzał na piórko, a potem uśmiechnął się do mnie
- Spójrz, te piórko musiało należeć pewnie do jakiejś białej gołębicy- powiedział znowu na nie spoglądając. Nic nie podejrzewał. Ulżyło mi
- Tak, pewnie masz rację. To.. cześć-odparłam
- Do jutra, Lauro- przytulił mnie i ucałował mój policzek. Uśmiechnęłam się. Podeszłam do Rid, a potem zniknęłyśmy mu z oczu.
**************
Zdążyłem już pożegnać się z brunetką. Gdy odeszła, znowu zacząłem badawczo obserwować pióro. Podeszli do mnie Rikardo i Rokadamus
- No, no. Rademesusie, ale z ciebie romantyk!- prychnął. Fakt, potrafiłem czarować kobiety jak nikt. Czułe słówka i troskliwość nie były w moim stylu, ale sprawdzały się idealnie przy podrywaniu dziewczyn. Nie o tym jednak chciałem z nimi pogadać
- Wiecie co to jest?- spytałem pokazując im moje znalezisko
- Pióro- wzruszył ramionami Rokadamus
- To nie jest zwykłe pióro. Należy do anioła- wyostrzyłem zmysły i zaciągnąłem się jego zapachem, od którego mnie zemdliło- Przesłodzona woń będąca mieszanką miłości, dobroci, zaufania i życzliwości. Wiedziałem, że coś było z nią nie tak. Ta dziewczyna musi być anielicą!- podsumowałem. Rikardo i Rokadamus spojrzeli na siebie
- Co zamierzasz z tym zrobić?- spytał Rikardo
- Jutro znowu spotykam się z tą dziewczyną. Doprowadzę do tego, by się we mnie zakochała- uśmiechnąłem się diabelsko- A potem ją zniszczę.
------------------------
No to mamy pierwszy rozdział :) jak zauważyliście spotkanie Raury nastało dość szybko, ale akcja się jeszcze nieźle rozwinie. Ok, to dzisiaj na tyle :) Idę uczyć się na matę. Napiszcie co myślicie :)
KOMENTUJECIE=MOTYWUJECIE
niedziela, 7 września 2014
PROLOG
-Rademesusie, Pan Ciemności chce się z tobą widzieć-oznajmił Rikardo, z którym również przyleciała Lana.
-Mam to gdzieś-fuknąłem rzucając kamyk do zamglonego stawu
- Wydaje mi się czy ogłuchłeś? On chce cię widzieć. Teraz!- upomniał mnie.
-Jak śmiesz odnosić się do mnie takim tonem, sługusie!- zerwałem się z miejsca
-Kochanie, nie denerwuj się-Podeszła do mnie Lana ujmując moją twarz w swoje lodowate dłonie i uśmiechając się iście diabelsko, złożyła na mych ustach namiętny pocałunek, a ja złapałem ją za udo lekko unosząc jej nogę tak, że była swobodnie oparta na moim biodrze. Między nami nie było żadnej przestrzeni. Lana była demonicą o kruczoczarnych włosach. Nadzwyczaj pociągającą i seksowną, toteż odwzajemniłem pocałunek. Znaliśmy się już wystarczająco długo, a nasze relacje polegały głównie na pieszczotach, więc znałem jej ciało aż za dobrze. Nie panowało między nami żadne uczucie oprócz pożądania, więc zdrada była czymś normalnym i nikt się nie czepiał. Więc kim była dla mnie Lana? Kimś w rodzaju kochanki. Cholernie pięknej. Swoją urodą pociągała wszystkich chłopaków z Królestwa Ciemności, czego zazdrościły jej inne demonice. Aż trudno uwierzyć, że taki seksowny diabełek był kiedyś aniołkiem.
-Dobra. Koniec tego przedstawienia. Rademesusie, pora na ciebie- upomniał się Rikardo, a w jego głosie można było wyczuć zazdrość. Pewnie zazdrościł mi, że Lana leci na mnie, a nie na niego, skubaniec jeden. Niechętnie oderwałem swoje usta od ust demonicy.
-Powodzenia kochanie-pogłaskała mnie jeszcze po policzku, a ja odgarnąłem jej włosy po czym rozprostowałem swoje czarne skrzydła i wzbiłem się w powietrze. Chwilę potem byłem już u wrót twierdzy Pana Ciemności. Nie zwlekając ani chwili wszedłem do środka wprost do jego komnaty. Siedział na swym potężnym tronie otoczony demonicami i demonami.
-Leviatanusie, wzywałeś mnie?- uklękłem przed jego obliczem udając idealnego sługę
- W rzeczy samej-odrzekł chłodnie
- A cóż takiego jest powodem mojej wizyty?-zdziwiłem się
-Twoja obecność w Królestwie Upadłych
- Nie rozumiem
- Rademesusie, czy jesteś mi posłuszny?- spytał wprost
-Tak, panie
-Śmiem wątpić! Nie wykonujesz moich rozkazów i udajesz się w wyprawy do świata ludzi bez mojej zgody! Tak według ciebie wygląda posłuszeństwo wobec swojego Władcy?!-zagrzmiał
-Słucham?! To oszczerstwo!-broniłem się
-Kłamiesz! Czy nie wyraziłem się jasno, że nie ma wchodzenia do świata żywych bez mojej wiedzy?! Dlaczego ty nigdy mnie nie słuchasz?!-
Jestem upadłym aniołem. Aniołem ciemności. Demonem. Wiadomo, że robię złe rzeczy i nie słucham się nikogo. Jest jedna sprawa. Mam obowiązek słuchać się Pana Ciemności, a szczerze mówiąc, miałem dość tych wszystkich zakazów i tego, że ktoś mną dyryguje. Oczywiście nie powiem tego na głos. To tylko bardziej, by go rozjuszyło. Jak przystało na idealnego diabelskiego sługusa, spuściłem jedynie głowę z udawaną pokorą
-Wyrzucam cię z mojego Królestwa-odrzekł krótko
-Słucham?! To ja tu jestem najważniejszym demonem wśród twoich sługusów!- wykrzyczałem
-Precz z mych oczu!- zezłościł się
-Oni sobie beze mnie nie poradzą! To dzięki mnie w twoim Królestwie panuje porządek! Daj mi jeszcze jedną szansę!
-Skoro jesteś taki "potężny" to daję ci ostatnią szansę. Zwrócę ci pełnioną wcześniej funkcję, jeśli wykonasz pewne zadanie
-Jakie zadanie?-podniosłem brew
- Zsyłam cię na ziemię. Masz rozkochać w sobie i doprowadzić do upadku jedną z anielic. Ma przejść na naszą stronę. Dopóki nie wykonasz tego zadania, nie przyjmę cię z powrotem do mego królestwa-
To nie takie trudne. W końcu ma się ten urok osobisty. Uśmiechnąłem się do siebie.
-Aniołowie i anielice zwykle czuwają nad ludźmi. Masz wtopić się w tłum i obserwować. Nikt obcy nie ma prawa wiedzieć, że jesteś demonem. Zostawiam ci skrzydła i zdolności. Używaj ich mądrze. Niech te zadanie świadczy o twoich możliwościach. Jest to również twoja kara-rzekł sucho
-Nie zawiodę cię, panie-rzekłem
-No , ja myślę. A teraz zjeżdżaj mi stąd!-
Wyszedłem z jego pałacu. Teraz muszę jedynie wykonać powierzone mi zadanie, by wrócić na należne mi miejsce. Mam rozkochać w sobie jednego aniołeczka? Banał! Nasz szanowny "władca" nie docenił moich możliwości. Trochę gorzej będzie z doprowadzeniem tej anielicy do upadku, ale też coś wykombinuję. Nie na darmo zwą mnie Rademesus czyli "przebiegle okrutny". Myśląc o tym wszystkim zbliżałem się do wrót łączących mój świat ze światem ludzkim. Nigdy nie przebywałem w świecie żywych dłużej niż dobę. Nie mam pojęcia jak to jest być śmiertelnikiem. Od tej chwili zaczynam nowe życie jako nieśmiertelny człowiek z mroczną tajemnicą.
---------------------------------------------
No to mamy prolog ;) Napiszcie czy wam się podobało nawet jeśli nie macie konta. To dla mnie ważne. Od razu mówię, że nie bd dodawać rozdziałów systematycznie, bo liceum, ale bd dodawać je w miarę moich możliwości. Ok, to tyle i pamiętajcie:
KOMENTARZE MOTYWUJĄ :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)
